maj 17

Ciekawa wiadomość dla wszystkich chcących przymusowo pozbawić praw autorskich duże firmy dystrybucyjne. Otóż tegoroczny bezapelacyjny, choć nieoczekiwany zwycięzca Oskarów „The Hurt Locker”, dystrybuowany przez bliżej nieznaną firmę Summit Entertainment i wyprodukowany za minimalny (dla filmów wojennych) budżet 15 milionów zielonych, jest wyjątkowo chętnie kradziony przez piratów. Na tyle chętnie, że autorzy zdecydowali się na masową akcję pozywania złodziei, korzystających z P2P. Szczególnie interesujące jest zakończenie informacji:

„Since we first broke news about the litigation campaign, Dunlap says he’s been besieged by e-mails from 20 to 30 independent film groups that have expressed frustration about rampant piracy and interest in joining up. The firm plans to send people to this month’s Festival de Cannes, where they’ve already arranged meetings with a number of other film producers to discuss further lawsuits.”

Znaczy się, przestańcie zaciemniać drodzy przeciwnicy obecnego systemu dystrybucji. Tu wcale nie chodzi o wielkie firmy, tylko o zwykłą kradzież, która dotyka właśnie tych małych, którzy jakoby mieli uratować „wolny” rynek filmowy. Oni na pewno NIE oglądają czerwonego dywanu w Cannes z okien najdroższego tam apartamentu…

Locker – albo vault: miejsce, gdzie przechowuje się negatywy filmowe, także nośniki cyfrowe.

Liczba komentarzy: 2

  1. Polimerek wpisał(a):

    Film zarobił ponad 40 milionów USD. Mógł pewnie z 200. 16 melonów z tego wziął producent, mógł pewnie zarobić co najmniej kilka razy tyle. Problemem było, że film był wyświetlany tylko w 4 kopiach, bo producent nie podpisał żadnej sensownej umowy na dystrybucję i sam sobie strzelił w piętę. Więc ludzie co chcieli oglądać film legalnie stali w koszmarnie długich kolejkach, kupowali bilety od koników, albo – sfrustrowaniu niemożnością obejrzenia filmu zdobywali pirackie kopie. A teraz producent grozi pozwami 10 000 osobom, ale to raczej puste groźby, bo obsługa prawna tylu pozwów pochłonęłaby więcej niż jego dotychczasowe zyski. Pytanie jaki to wszystko ma sens? Jeśli ta historia czegoś dowodzi – to raczej absurdalności obecnego modelu dystrybucji filmów…. Dystrybutorzy zmuszają nas do stania w kolejkach na premierowe filmy, odchodzenia z kwitkiem i sami nas wpychają w sytuację, że dużo prościej jest obejrzeć film na pirackim DVD, bo legalny jest wydawany w pół roku po premierze i kosztuje 5 x cenę biletu kinowego, a do wypożyczalni trafia jeszcze później. To wszystko niby w imię tego, aby uratować kina. Tyle, że koncentracja dystrybucji kinowej w rękach 2 największych firm, zabiła i tak już większość kin i na rynku przetrwały tylko po 2-3 multipleksy na każde miasto. Te multipleksy stoją przez większą część czasu puste – robi się tam tylko tłok na modnych premierach i kółko absurdu się zamyka. Absurd goni absurd. Niech nawet pozwą milion osób – ten system i tak w końcu padnie… on nie ma żadnej racjonalnej racji bytu.

  2. Kuba Tatarkiewicz wpisał(a):

    Film zarobił dotąd prawie $44M, z czego połowę (albo i więcej) wzięły kina. 4 kopie, a dokładnie cztery kina, było w tzw. weekend otwarcia, potem więcej. Producent, czyli m.in. pani reżyser, dostał swoją gażę, pewnie niezbyt dużą. Inwestor, w tym przypadku firma hedgingowa (nie wiem, jak to się po polsku nazywa), wydała $15M na produkcję oraz dodatkowo na koszty reklamy (aby dostać jednego Oskara trzeba wydać ok. $5M, tu zapewne wydano więcej), tak więc nie zrobiła żadnej kasy. Może zarobi poprzez Netflix oraz sprzedaż filmu na DVD. Ile zarobią na procesach, to się okaże. Jak na razie złodzieje triumfują…